Oddałam wszystko dla rodziny, a zostałam z niczym? Historia, która rozdziera serce i zmusza do refleksji

– „Nie rozumiesz, tato! On potrzebuje tej szansy! To nie tylko jego przyszłość, ale i moja!” – krzyczałam przez łzy, stojąc w kuchni naszego starego domu pod Radomiem. Ojciec, pan Stanisław, patrzył na mnie długo, z tym swoim zmęczonym, cichym spojrzeniem.

– „Ziemia to nie tylko pole, Marysiu. To nasza pamięć. Ale jeśli sprzedaż jej ma ci dać szczęście… Niech będzie. Tylko pamiętaj – nie wszystko da się odkupić.”

Nie wiedziałam wtedy, jak bardzo te słowa będą mnie prześladować.

Mój mąż, Tomek, był ambitny. Poznaliśmy się na studiach w Warszawie – ja z małej wsi, on z miasta. Zakochałam się w nim bez pamięci. Po ślubie zamieszkaliśmy u moich rodziców, bo nie było nas stać na własne mieszkanie. Tomek miał wielkie plany: chciał wyjechać do Niemiec na kontrakt budowlany, zarobić na start. Ale potrzebował pieniędzy na wyjazd i pierwsze miesiące życia za granicą.

Ojciec długo się wahał, ale w końcu sprzedał hektar ziemi – tej samej, którą dostał od swojego ojca. Pieniądze przekazał Tomkowi bez słowa wyrzutu. Pamiętam, jak Tomek ściskał go wtedy za rękę:

– „Panie Stanisławie, przysięgam, że wrócę i odkupię tę ziemię. Zobaczy pan!”

Wszyscy płakaliśmy na peronie w Radomiu, gdy Tomek wyjeżdżał. Mama tuliła mnie do siebie, a ojciec stał z boku, jakby już wtedy przeczuwał nieszczęście.

Pierwsze miesiące były trudne. Tomek dzwonił rzadko – tłumaczył się pracą. Wysyłał trochę pieniędzy, ale coraz mniej mówił o powrocie. Po roku przestał dzwonić prawie wcale.

Pewnego dnia zobaczyłam na Facebooku zdjęcia: Tomek w nowym aucie, z nową dziewczyną u boku, pod niemieckim domem z ogrodem. Serce mi pękło.

Zadzwoniłam do niego drżącym głosem:

– „Tomek… co się dzieje? Kiedy wrócisz?”

– „Marysia, nie komplikuj. Tu mam nowe życie. Twój ojciec dał mi szansę – wykorzystałem ją. Teraz muszę myśleć o sobie.”

Zamarłam. Nie mogłam oddychać. Ojciec patrzył na mnie pytająco, ale nie miałam siły mu powiedzieć prawdy.

Kilka miesięcy później ojciec miał wypadek – potrącił go samochód, gdy wracał rowerem z targu. Lekarze powiedzieli: operacja kosztuje 60 tysięcy złotych. Nie mieliśmy takich pieniędzy.

Dzwoniłam do Tomka z błaganiem:

– „Tomek… błagam cię… tata umiera! Pomóż nam!”

– „To już nie moja sprawa. Masz braci – niech oni się martwią.”

Bracia sprzedali stary ciągnik i pożyczyli pieniądze od sąsiadów. Ojciec przeżył, ale już nigdy nie był taki sam.

W końcu powiedziałam mu całą prawdę o Tomku. Siedzieliśmy przy kuchennym stole – on milczał długo, potem tylko westchnął:

– „Nie płacz, Marysiu. Ziemię można odkupić. Godności nie.”

Bracia postanowili walczyć o sprawiedliwość. Pojechaliśmy do Niemiec – stanęliśmy pod domem Tomka. Wyszedł do nas w markowych ciuchach, z nową partnerką.

– „Czego chcecie?”

– „Oddaj pieniądze za ziemię!” – powiedział najstarszy brat, Michał.

Tomek tylko się roześmiał:

– „Nie macie żadnych dowodów.”

Ale mieliśmy – umowę sprzedaży ziemi i przelew na jego konto.

Sprawa trafiła do sądu. Po kilku miesiącach niemiecki sąd nakazał Tomkowi zwrot pieniędzy wraz z odsetkami.

Gdy wróciłam z pieniędzmi do domu, ojciec spojrzał na mnie smutno:

– „Nie chcę tych pieniędzy. Nie kupię już za nie spokoju.”

Z pomocą braci kupiliśmy mały kawałek ziemi pod lasem – nie taki jak dawniej, ale nasz własny.

Każdego wieczoru chodzę tam z ojcem i patrzymy na zachód słońca nad polami.

Czasem sąsiad pyta:

– „Marysiu, żałujesz?”

A ja odpowiadam:

– „Można stracić wszystko i zacząć od nowa… Ale czy można jeszcze komuś zaufać po takim upadku? Czy wy byście potrafili?”