Całe życie pomagałam Basi. Gdy sama potrzebowałam wsparcia, odkryłam, że od lat mnie okradała. Moja historia zdrady i przebaczenia.

– Basia, czy ty naprawdę myślisz, że nie zauważę? – mój głos drżał, a serce waliło jak oszalałe. Stałyśmy naprzeciwko siebie w mojej kuchni, tej samej, w której przez lata piłyśmy kawę i płakałyśmy nad naszymi problemami. Tym razem jednak to ja płakałam – nie z żalu nad jej losem, ale z bólu i wściekłości.

Basia patrzyła na mnie z tym swoim niewinnym spojrzeniem, które tyle razy rozbrajało wszystkich wokół. Ale ja już wiedziałam. Znalazłam w jej torebce mój portfel – ten sam, który zaginął dwa dni wcześniej. W środku brakowało 500 złotych i karty kredytowej. To nie był pierwszy raz, kiedy coś ginęło z mojego domu, ale zawsze tłumaczyłam sobie, że to moja nieuwaga. Przecież Basia była moją najlepszą przyjaciółką od podstawówki. Znałyśmy się jak łyse konie. Przeżyłyśmy razem śmierć mojej mamy, jej rozwód, moje poronienie, jej walkę z depresją. Byłam przy niej zawsze – nawet wtedy, gdy wszyscy inni się od niej odwrócili.

– O czym ty mówisz? – zapytała cicho, próbując udawać zaskoczenie.

– Przestań! – krzyknęłam. – Znalazłam portfel w twojej torebce! Wiesz dobrze, że to nie pierwszy raz coś ginie. Ile razy jeszcze miałam ci wierzyć?

Basia spuściła wzrok. Przez chwilę milczała, a potem zaczęła płakać. – Przepraszam… Ja… Nie wiem, co się ze mną dzieje. Potrzebowałam pieniędzy…

Wtedy wszystko się we mnie załamało. Przez lata byłam dla niej jak siostra. Kiedy jej mąż ją zostawił z dwójką dzieci, przygarnęłam ją do siebie na pół roku. Pożyczałam jej pieniądze, płaciłam za jej leki i jedzenie. Pomagałam jej znaleźć pracę, pisałam za nią CV i listy motywacyjne. Kiedy zachorowała na depresję i nie miała siły wstać z łóżka, gotowałam jej obiady i pilnowałam, żeby brała leki.

Nigdy nie oczekiwałam wdzięczności. Wierzyłam, że przyjaźń polega na tym, żeby być dla siebie w najgorszych momentach. Ale kiedy sama znalazłam się na życiowym zakręcie – po śmierci taty i utracie pracy – Basia nagle zaczęła się oddalać. Przestała odbierać telefony, nie miała czasu na spotkania. Myślałam, że może ma własne problemy. Ale prawda była inna.

Zaczęło się od drobiazgów: znikające pieniądze z portfela, brakujące kosmetyki, które „pożyczała” i nigdy nie oddawała. Potem zorientowałam się, że ktoś wypłacał pieniądze z mojego konta – kwoty były niewielkie, więc bank nie reagował. Zgłaszałam sprawę na policję, ale bez dowodów nic nie mogli zrobić.

Pewnego dnia zadzwoniła do mnie moja siostra Anka:
– Magda, widziałam Basię w galerii handlowej. Miała twoją kurtkę! Tę czerwoną z Zary!

Nie chciałam wierzyć. Przecież Basia nigdy nie poprosiłaby mnie o kurtkę – a już na pewno nie zabrałaby jej bez pytania.

Zaczęłam szukać po domu rzeczy, które mogły zniknąć. Okazało się, że brakuje kilku książek, biżuterii po mamie i zegarka po tacie. To był moment przełomowy – poczułam się zdradzona jak nigdy dotąd.

Kiedy w końcu skonfrontowałam Basię z dowodami, najpierw wszystkiemu zaprzeczała. Potem zaczęła płakać i tłumaczyć się trudną sytuacją finansową.

– Magda… Ja nie chciałam cię skrzywdzić… Po prostu… Nie miałam wyjścia…

– Nie miałaś wyjścia? A ja? Myślisz, że mnie było łatwo? Straciłam pracę! Tata umarł! Potrzebowałam cię wtedy bardziej niż kiedykolwiek! – krzyczałam przez łzy.

Basia tylko siedziała i płakała. Nie potrafiła spojrzeć mi w oczy.

Po tej rozmowie zerwałam kontakt. Przez kilka tygodni nie wychodziłam z domu. Czułam się upokorzona i oszukana przez osobę, której ufałam najbardziej na świecie.

Rodzina próbowała mnie pocieszać:
– Magda, ona zawsze była trochę… dziwna – mówiła Anka.
– Może za bardzo się poświęcałaś? Może powinnaś była wcześniej postawić granice? – pytała mama mojego chłopaka.

Ale ja nie chciałam słuchać rad ani pocieszeń. Czułam tylko pustkę i żal do samej siebie.

Najgorsze były noce. Leżałam w łóżku i analizowałam każdą wspólną chwilę: nasze rozmowy do rana przy winie, wspólne wakacje nad morzem, śmiech do łez podczas oglądania głupich komedii… Czy wszystko było kłamstwem?

Po kilku miesiącach Basia napisała do mnie list:
„Magda,
Wiem, że cię zawiodłam i zraniłam jak nikt inny. Nie proszę o przebaczenie, bo na nie nie zasługuję. Chciałabym tylko powiedzieć ci prawdę: od lat jestem uzależniona od hazardu. Wszystko zaczęło się po rozwodzie… Próbowałam przestać, ale nie potrafiłam. Kradzież była dla mnie jedynym sposobem na przetrwanie kolejnego dnia… Wiem, że to żadna wymówka. Przepraszam.”

Czytałam ten list wiele razy. Było mi żal Basi – tej dziewczyny sprzed lat, która była moją bratnią duszą. Ale wiedziałam też jedno: muszę nauczyć się stawiać granice i dbać o siebie.

Dziś minął rok od tamtych wydarzeń. Nadal boli mnie ta zdrada, ale powoli uczę się ufać ludziom na nowo. Pomagam innym – ale już nie kosztem własnego szczęścia.

Czasem patrzę w lustro i pytam samą siebie: czy można naprawdę poznać drugiego człowieka? Czy warto poświęcać wszystko dla przyjaźni? A może czasem trzeba po prostu powiedzieć „dość”? Co Wy o tym myślicie?