Gdy prawda boli: Zdrada, przyjaźń i jedno dziecko, które zmieniło wszystko

— Anka, chcesz potrzymać małą? — zapytała Magda, podając mi zawiniątko. Jej oczy błyszczały łzami szczęścia, a ja czułam, jak serce wali mi w piersi. Wzięłam dziecko na ręce, a kiedy spojrzałam w jej twarz, poczułam lodowaty dreszcz. Miała ten sam dołeczek w brodzie co mój mąż, Tomek. Ten sam kształt ust, który całowałam przez dziesięć lat.

Przez chwilę świat zawirował. Próbowałam się uśmiechnąć, ale czułam, jakby ktoś ścisnął mnie za gardło. — Śliczna jest — wyszeptałam, oddając dziecko Magdzie. Ona nie zauważyła niczego dziwnego. Była zbyt szczęśliwa, zbyt pochłonięta swoim nowym światem. Ja natomiast czułam, że mój właśnie się skończył.

Wyszłam ze szpitala na oślep, nie czując zimna listopadowego powietrza. W głowie miałam tylko jedno pytanie: czy to możliwe? Czy Tomek mógłby mnie zdradzić… z Magdą? Przecież byłyśmy jak siostry. Znałyśmy się od podstawówki, razem przechodziłyśmy przez pierwsze miłości, rozstania i egzaminy. Magda była moją powierniczką, a Tomek — moim mężem od siedmiu lat.

W domu czekał na mnie Tomek. Siedział przy stole, przeglądając jakieś papiery. — I jak tam Magda? — zapytał beznamiętnie.

— Urodziła zdrową dziewczynkę — odpowiedziałam, patrząc mu prosto w oczy. — Wiesz… ona jest bardzo podobna do ciebie.

Tomek zamarł. Przez sekundę widziałam w jego oczach strach. — Co ty wygadujesz? — próbował się uśmiechnąć, ale jego głos zadrżał.

— Tomek… czy ty coś przede mną ukrywasz? — spytałam cicho.

Zamiast odpowiedzi odwrócił wzrok. Cisza między nami była ciężka jak ołów. Wtedy już wiedziałam.

Przez kolejne dni żyłam jak w transie. Unikałam Magdy, nie odbierałam jej telefonów. Tomek próbował zachowywać się normalnie, ale widziałam, że jest spięty i coraz bardziej nerwowy. W końcu nie wytrzymałam.

— Powiedz mi prawdę! — krzyknęłam pewnej nocy, kiedy wrócił późno z pracy. — Czy spałeś z Magdą?

Tomek spuścił głowę. — To był tylko jeden raz… Pokłóciliśmy się wtedy, pamiętasz? Byłaś u matki na weekendzie…

— I to wystarczyło?! — łzy spływały mi po policzkach. — Zdradziłeś mnie z moją najlepszą przyjaciółką! A teraz ona ma twoje dziecko!

Nie potrafił spojrzeć mi w oczy. Próbował tłumaczyć się alkoholem, samotnością, chwilową słabością. Ale dla mnie to nie miało znaczenia. Zdrada to zdrada.

Nie spałam całą noc. W głowie kłębiły mi się wspomnienia: wspólne wakacje nad morzem, śmiech Magdy przy ognisku, spojrzenia Tomka podczas naszych spotkań we troje… Czy już wtedy coś między nimi było? Czy byłam ślepa?

Następnego dnia poszłam do Magdy. Otworzyła mi drzwi z dzieckiem na rękach. Jej twarz pobladła na mój widok.

— Anka…

— Powiedz mi prawdę — przerwałam jej ostro. — Czy ojcem twojego dziecka jest Tomek?

Magda zaczęła płakać. — Przepraszam… Nie chciałam tego… To był błąd… Bałam się ci powiedzieć…

— Bałaś się o siebie czy o mnie? — zapytałam zimno.

— O nas obie! Nie chciałam cię stracić…

Patrzyłam na nią długo w milczeniu. W jednej chwili cała nasza przyjaźń rozsypała się jak domek z kart.

Przez kolejne tygodnie żyłam jak cień samej siebie. Rodzina dopytywała, co się dzieje, ale nie miałam siły tłumaczyć im tej tragedii. Mama powtarzała: „Anka, musisz być silna”. Ale jak być silną, kiedy wszystko wokół się wali?

Tomek próbował przepraszać, prosił o drugą szansę. Magda pisała długie maile pełne żalu i wyrzutów sumienia. Ale ja nie potrafiłam im wybaczyć.

Najgorsze były święta Bożego Narodzenia. Siedziałam sama przy stole, patrząc na puste miejsce po Tomku i myśląc o tym, jak bardzo wszystko się zmieniło przez jedno dziecko i jedno kłamstwo.

W końcu zdecydowałam się na rozwód. Tomek wyprowadził się do wynajętego mieszkania na obrzeżach miasta. Magda została sama z córką; jej partner odszedł zaraz po narodzinach dziecka, gdy dowiedział się prawdy.

Czasem widuję ich przypadkiem na ulicy: Magdę pchającą wózek i Tomka stojącego obok nich niezręcznie, jakby nie wiedział, czy może być ojcem tej dziewczynki oficjalnie czy tylko w ukryciu.

Dziś jestem sama i próbuję poskładać swoje życie na nowo. Zaczęłam terapię, wróciłam do pracy na pełen etat i powoli uczę się ufać ludziom od nowa — choć to trudniejsze niż kiedykolwiek.

Często pytam siebie: czy można jeszcze zaufać komukolwiek po takiej zdradzie? Czy warto budować nowe relacje, skoro nawet najbliżsi mogą nas zranić najbardziej? Może wy też macie podobne doświadczenia… Jak sobie z tym poradziliście?