Kiedy Mąż Wyjechał w Delegację, Teściowa Wyrzuciła Mnie z Domu – Moja Walka o Godność i Rodzinę

— Co ty robisz?! — krzyknęłam, widząc jak pani Teresa, moja teściowa, z impetem wrzuca moje ubrania do starej walizki. Jej twarz była zimna, oczy błyszczały gniewem. — Wystarczy tego dobrego, Marto! Nie będziesz tu dłużej siedzieć jak królowa! — syknęła, nie patrząc mi w oczy.

Stałam w progu naszego pokoju, a serce waliło mi jak oszalałe. Przez cztery lata mieszkałam tu z Jankiem — najpierw jako jego dziewczyna, potem żona. To miał być nasz dom. Ale wystarczył jeden wyjazd męża w delegację do Poznania, by wszystko runęło.

— Proszę pani, ja tu mieszkam! — próbowałam zachować spokój, choć głos mi drżał. — Janek się nie zgodzi na coś takiego!

— Janek nie jest tu teraz! — przerwała mi ostro. — A ja mam dość twojego lenistwa i tego, jak rozbijasz moją rodzinę! Od kiedy tu jesteś, wszystko się zmieniło na gorsze!

Poczułam, jak łzy napływają mi do oczu. Przecież starałam się ze wszystkich sił. Gotowałam obiady, sprzątałam, nawet znosiłam jej kąśliwe uwagi o „nowoczesnych pannach”, które nie szanują tradycji. Ale nigdy nie byłam dla niej wystarczająco dobra.

Zaczęła wynosić moje rzeczy na korytarz. Kurtka spadła na podłogę, kosmetyczka rozpadła się pod jej butami. — Proszę przestać! — błagałam. — Porozmawiajmy jak ludzie!

— Nie mam o czym z tobą rozmawiać! — odparła. — Albo wyjdziesz sama, albo zadzwonię po policję!

Wyszłam przed dom z walizką i torbą na ramię. Było zimno, padał deszcz. Stałam na chodniku i czułam się jak śmieć. Najpierw zadzwoniłam do taty.

— Tato… — głos mi się załamał. — Teściowa mnie wyrzuciła… Nie wiem co robić…

— Spokojnie, córeczko. Zaraz przyjadę po ciebie — usłyszałam ciepły głos ojca. — Wszystko będzie dobrze.

Potem zadzwoniłam do brata, Pawła. — Przyjedź do nas! Mama już szykuje pokój — powiedział bez wahania.

Wsiadłam do autobusu z walizką i mokrymi włosami. Ludzie patrzyli na mnie ukradkiem. Czułam się upokorzona i bezradna.

W domu rodziców przyjęli mnie z otwartymi ramionami. Mama podała mi herbatę z malinami i koc. — Nie martw się, Martusia. Jesteś u siebie — powiedziała cicho.

Ale ja nie mogłam przestać myśleć o Janku. Dzwoniłam do niego kilka razy, ale nie odbierał telefonu. Wysłałam mu SMS: „Twoja mama wyrzuciła mnie z domu. Proszę, odezwij się.”

Przez dwa dni żyłam jak w zawieszeniu. Rodzice próbowali mnie pocieszać, brat żartował, żeby rozładować napięcie. Ale ja czułam tylko pustkę i strach.

W końcu Janek oddzwonił. — Co się stało? Mama mówi, że to ty ją obraziłaś i sama wyszłaś! — jego głos był zimny i nieufny.

— Janek, przysięgam ci… Ona wyrzuciła mnie z domu! Spakowała moje rzeczy i kazała wyjść! — łzy płynęły mi po policzkach.

— Nie wiem już komu wierzyć… Muszę to przemyśleć — rzucił i rozłączył się.

Czułam się zdradzona przez wszystkich. Przez kolejne dni Janek nie odzywał się wcale. Teściowa dzwoniła do niego codziennie i opowiadała swoje wersje wydarzeń.

Rodzina próbowała mnie wspierać, ale widziałam w ich oczach pytania: „Czy naprawdę zrobiłaś coś złego?”

Po tygodniu Janek pojawił się u moich rodziców. Stał w drzwiach spięty i blady.

— Musimy porozmawiać — powiedział cicho.

Usiedliśmy w kuchni. — Marta… Mama mówi, że byłaś dla niej opryskliwa, że nie szanujesz jej zasad… Że próbujesz mnie od niej odciągnąć…

— Janek! Przecież to nieprawda! Robiłam wszystko, żeby ją zadowolić! Ale ona nigdy mnie nie zaakceptowała! Zawsze byłam tą obcą!

Patrzył na mnie długo w milczeniu. Widziałam w jego oczach walkę – między lojalnością wobec matki a uczuciem do mnie.

— Kocham cię, Marta… Ale nie mogę zostawić mamy samej… Ona jest schorowana… Nie wiem co robić…

Poczułam jakby ktoś ścisnął mi serce żelazną obręczą.

— A co ze mną? Ze mną możesz mnie tak po prostu zostawić? Po tym wszystkim?

Janek spuścił głowę. — Potrzebuję czasu…

Minęły kolejne tygodnie pełne ciszy i niepewności. Rodzina Janka zaczęła rozpowiadać plotki po sąsiadach – że jestem leniwa, że chcę rozbić rodzinę. Znajomi zaczęli się ode mnie odsuwać.

W końcu podjęłam decyzję: wynajmuję małe mieszkanie w centrum miasta i zaczynam życie od nowa. Bez Janka, bez teściowej, bez wiecznego poczucia winy.

Po kilku miesiącach Janek zadzwonił jeszcze raz.

— Przepraszam… Chciałem tylko powiedzieć, że tęsknię… Ale mama jest coraz słabsza… Nie mogę jej zostawić…

Odpowiedziałam spokojnie:

— Rozumiem. Ale ja też muszę zadbać o siebie.

Dziś patrzę na tamte wydarzenia z dystansem i zastanawiam się: czy naprawdę rodzina powinna być zawsze najważniejsza? Czy warto poświęcać własne szczęście dla cudzych oczekiwań?

A wy? Co byście zrobili na moim miejscu? Czy można wybaczyć takie upokorzenie?