Lato, którego nie zapomnę: Gdy mój mąż wybrał byłą żonę
– Naprawdę nie rozumiesz? – Ivan patrzył na mnie z tym swoim zmęczonym wzrokiem, jakby to ja byłam problemem. – Muszę być z dziećmi. A one są z Magdą. To dla nich.
W tej chwili poczułam, jakby ktoś wylał na mnie kubeł lodowatej wody. Siedziałam na kanapie w naszym mieszkaniu na warszawskim Mokotowie, ściskając w dłoni kubek z zimną już herbatą. Przez otwarte okno dobiegały odgłosy miasta, ale ja słyszałam tylko własne myśli: „Czy on naprawdę wierzy, że to wystarczy za wyjaśnienie?”
Ivan był moim drugim mężem. Poznaliśmy się w pracy – ja byłam księgową, on informatykiem. Po rozwodzie z pierwszym mężem długo nie wierzyłam, że jeszcze kiedyś komuś zaufam. A jednak – jego czułość, poczucie humoru i to, jak patrzył na mnie podczas naszych pierwszych randek… Wydawało mi się, że znalazłam kogoś, kto nigdy mnie nie zrani.
Ale życie lubi drwić z naszych planów. Ivan miał za sobą małżeństwo z Magdą i dwójkę dzieci: Zosię i Michała. Od początku wiedziałam, że będę musiała nauczyć się żyć z jego przeszłością. Nie sądziłam jednak, że ta przeszłość stanie się moją codziennością.
Wszystko zaczęło się niewinnie. Magda zadzwoniła do Ivana pod koniec czerwca:
– Słuchaj, muszę wyjechać na szkolenie do Gdańska. Nie mam co zrobić z dziećmi. Może zabierzesz je na wieś do twojej mamy?
Ivan zgodził się bez wahania. Wtedy jeszcze nie czułam niepokoju – przecież to normalne, że ojciec spędza czas z dziećmi. Ale potem Magda zaczęła przyjeżdżać do nich na weekendy. Tłumaczyła się: „Dzieci tęsknią za mną”, „Chcę zobaczyć, jak im tam jest”.
Pewnego wieczoru zadzwoniłam do Ivana:
– Co robicie?
– Siedzimy przy ognisku. Magda upiekła kiełbaski.
– Magda? – zapytałam ostrożnie.
– No tak… Przecież mówiłem ci, że przyjechała.
Czułam narastającą gulę w gardle. Próbowałam sobie tłumaczyć: „To dla dzieci”. Ale w środku narastała we mnie zazdrość i lęk.
Kiedy Ivan wrócił do Warszawy pod koniec sierpnia, był inny. Milczący, zamyślony. Unikał mojego wzroku. W końcu zebrałam się na odwagę:
– Ivan, musimy porozmawiać.
– O czym?
– O tym lecie. O Magdzie.
Zacisnął usta i długo milczał.
– Rozumiesz mnie? – powiedział w końcu cicho. – To nie jest proste. Dzieci są najważniejsze.
– Ale czy musiałeś spędzać tam całe lato? Czy naprawdę chodziło tylko o dzieci?
Nie odpowiedział od razu. Widziałam w jego oczach niepokój.
– Nie wiem… – szepnął w końcu. – Może chciałem poczuć się znowu rodziną.
Te słowa uderzyły mnie mocniej niż jakakolwiek zdrada fizyczna. Przez kolejne dni chodziłam jak cień po mieszkaniu. Zaczęłam analizować każde jego słowo, każdy gest. Czy wracał myślami do Magdy? Czy porównywał nasze życie do tamtego?
Moja mama, gdy jej opowiedziałam o wszystkim przez telefon, powiedziała tylko:
– Dziecko, faceci zawsze będą tęsknić za tym, co stracili. Musisz być twarda.
Ale ja nie chciałam być twarda. Chciałam być kochana.
Pewnego dnia znalazłam w jego telefonie wiadomość od Magdy:
„Dziękuję ci za to lato. Było jak dawniej.”
Serce mi stanęło. Przez chwilę miałam ochotę rzucić telefonem o ścianę. Zamiast tego usiadłam na podłodze i zaczęłam płakać.
Wieczorem postawiłam sprawę jasno:
– Ivan, musisz wybrać. Albo ja, albo ona.
Spojrzał na mnie bezradnie:
– To nie takie proste…
– Dla mnie jest! – krzyknęłam przez łzy.
Następne dni były koszmarem. Ivan spał na kanapie w salonie. Unikaliśmy się jak ognia. W pracy popełniałam błędy, szefowa patrzyła na mnie z dezaprobatą.
W końcu zadzwoniła Magda:
– Słuchaj… Nie chciałam tego wszystkiego. Ivan jest twoim mężem.
– Ale ty zawsze będziesz dla niego ważna – odpowiedziałam gorzko.
– Może… Ale to ty jesteś jego teraźniejszością.
Nie wiem, czy chciała mnie pocieszyć, czy tylko uspokoić własne sumienie.
Któregoś wieczoru Ivan wrócił wcześniej niż zwykle. Usiadł naprzeciwko mnie przy kuchennym stole.
– Przepraszam – powiedział cicho. – Pogubiłem się. Chciałem dobrze dla wszystkich…
– A co ze mną? – zapytałam szeptem.
– Boję się cię stracić… Ale boję się też stracić dzieci i… tamto życie.
Patrzyliśmy na siebie długo w milczeniu. Wiedziałam już wtedy, że nic nie będzie takie samo.
Zdecydowaliśmy się na terapię małżeńską. Psycholog powiedziała nam coś ważnego:
– Patchworkowa rodzina to nieustanny kompromis między przeszłością a teraźniejszością. Ale kompromis nie może oznaczać rezygnacji z siebie.
Przez kolejne miesiące uczyliśmy się rozmawiać bez oskarżeń i pretensji. Było ciężko – czasem miałam ochotę spakować walizki i wyjechać do mamy do Lublina. Ale zostałam.
Dziś wiem jedno: miłość to nie tylko namiętność i bliskość, ale też codzienna walka o siebie nawzajem. Nadal boję się czasem, że Ivan wróci myślami do Magdy i tamtego lata. Ale nauczyłam się mówić o swoich uczuciach i stawiać granice.
Czasem patrzę na niego i pytam siebie: czy można naprawdę zaufać komuś drugi raz? Czy warto walczyć o miłość, gdy cień przeszłości wciąż kładzie się na teraźniejszości?
A wy? Czy potrafilibyście wybaczyć i zacząć od nowa?