Testament, który rozdarł moją rodzinę: Czy można wybaczyć matce takie zranienie?

– Nie wierzę, że to zrobiłaś! – mój głos drżał, a w oczach miałam łzy. Stałam w kuchni naprzeciwko mojej siostry, Magdy, ściskając w dłoni pożółkły dokument. Testament mamy.

Magda odwróciła wzrok. – To nie moja wina, Aniu. Sama zobacz, ja nawet nie wiedziałam…

Ale ja już nie słuchałam. W głowie dudniło mi jedno pytanie: dlaczego? Dlaczego mama wszystko zostawiła Magdzie? Mieszkanie w centrum Krakowa, działkę pod Wieliczką, nawet jej ukochane pierścionki po babci. A ja? Ani słowa. Jakby mnie nie było.

Jeszcze tydzień temu byłam przekonana, że jesteśmy zwyczajną rodziną. Mama – Zofia – zawsze powtarzała, że kocha nas obie tak samo. Oczywiście, czasem faworyzowała Magdę – młodszą, zawsze bardziej chorowitą, delikatną. Ale przecież to normalne, prawda? Tak sobie tłumaczyłam przez całe życie.

Testament znalazłam przypadkiem, szukając aktu urodzenia mamy do sprawy spadkowej po dziadku. Kiedy zobaczyłam swoje imię tylko w rubryce „córka”, a potem czytałam kolejne linijki: „Cały majątek przekazuję mojej córce Magdalenie…”, poczułam się jakby ktoś mnie uderzył w twarz.

Przez kilka dni chodziłam jak we śnie. Nie mogłam spać, nie mogłam jeść. W pracy popełniałam głupie błędy, szefowa patrzyła na mnie z troską, ale nie miałam siły tłumaczyć. W końcu zebrałam się na odwagę i pojechałam do Magdy.

– Może mama miała powód – powiedziała cicho Magda, kiedy już się uspokoiłyśmy. – Może… nie wiem… może myślała, że ty sobie poradzisz?

– A ty niby nie? – prychnęłam. – Pracujesz w banku, masz męża i dwójkę dzieci! Ja jestem sama!

Magda spuściła głowę. – Może powinnaś porozmawiać z tatą.

Ojciec siedział w salonie, zapatrzony w telewizor. Kiedy weszłam, nawet nie podniósł wzroku.

– Tata… wiedziałeś o tym?

Westchnął ciężko. – Twoja mama… miała swoje powody.

– Jakie powody?!

Długo milczał. W końcu powiedział: – To nie jest rozmowa na teraz.

Wyszłam trzaskając drzwiami. Czułam się jak intruz we własnym domu.

Przez kolejne dni próbowałam rozmawiać z mamą. Ale ona była już bardzo chora – rak trzustki zabierał ją kawałek po kawałku. Kiedy próbowałam poruszyć temat testamentu, tylko odwracała głowę i mówiła: „Nie teraz, Aniu”.

Zaczęły się rodzinne kłótnie. Ciotka Basia zadzwoniła z pretensjami: „Jak możesz robić takie sceny matce na łożu śmierci?!”. Kuzynka Ola napisała mi na Messengerze: „Może mama miała rację?”. Nawet mój były chłopak, Tomek, usłyszał o sprawie od wspólnych znajomych i napisał: „Trzymaj się”.

Czułam się coraz bardziej samotna. Zaczęłam analizować całe dzieciństwo – każdą rozmowę, każde spojrzenie mamy. Czy naprawdę zawsze byłam tą gorszą? Przypomniałam sobie Wigilię sprzed pięciu lat, kiedy mama dała Magdzie złoty łańcuszek po babci, a mi tylko książkę kucharską. Albo te wszystkie razy, kiedy mówiła: „Ania jest silna, Ania sobie poradzi”.

W końcu mama zmarła. Pogrzeb był skromny, ale przyszło sporo ludzi. Magda płakała najgłośniej. Ja stałam z boku i czułam się jak statystka w czyimś filmie.

Po pogrzebie spotkaliśmy się wszyscy u Magdy w mieszkaniu. Atmosfera była ciężka jak ołów. Ciotka Basia zaczęła mówić o podziale rzeczy po mamie.

– Wszystko jest zapisane w testamencie – powiedziała Magda cicho.

Wszyscy spojrzeli na mnie.

– Ja niczego nie chcę – powiedziałam przez zaciśnięte zęby.

Ale to nie była prawda. Chciałam choćby jednego słowa wyjaśnienia.

Kilka tygodni później odezwał się do mnie tata.

– Aniu… musimy porozmawiać.

Spotkaliśmy się w kawiarni na Kazimierzu. Tata był blady i zmęczony.

– Twoja mama… nigdy ci tego nie powiedziała, ale… kiedy byłaś mała, miała poważną depresję po twoich narodzinach. Bała się, że cię skrzywdzi. Dlatego przez pierwsze miesiące opiekowała się tobą babcia Zosia. Potem przyszła Magda i mama… jakby odżyła. Ale zawsze miała poczucie winy wobec ciebie.

Patrzyłam na niego z niedowierzaniem.

– Myślisz, że to dlatego…?

Tata pokiwał głową.

– Myślę, że chciała ci wynagrodzić to wszystko tym przekonaniem: „Ania jest silna”. Ale może nie zauważyła, ile cię to kosztuje.

Wyszłam z kawiarni oszołomiona. Przez kilka dni nie mogłam przestać o tym myśleć. Zrozumiałam jedno: mama nigdy nie potrafiła mi okazać miłości tak jak Magdzie. Ale czy to znaczyło, że mnie nie kochała?

Zadzwoniłam do Magdy.

– Chcę porozmawiać – powiedziałam tylko.

Spotkałyśmy się na Plantach. Siedziałyśmy długo w milczeniu.

– Przepraszam cię za wszystko – powiedziała w końcu Magda. – Nie chciałam cię zranić.

– Wiem – odpowiedziałam cicho.

Nie rozwiązałyśmy wszystkich problemów. Ale pierwszy raz od dawna poczułam ulgę.

Dziś patrzę na testament mamy i już nie czuję gniewu. Czuję żal za tym, czego nigdy nie dostałam – ale też wdzięczność za to, co miałam.

Czasem zastanawiam się: czy można wybaczyć matce takie zranienie? Czy lepiej żyć przeszłością czy spróbować budować coś nowego? Co wy byście zrobili na moim miejscu?